Navigation Menu+

7 wspaniałych

Posted on 11.10.2013 by

PL/

czyli subiektywna lista moich ulubionych chińskich absurdów

1. PLUCIE I CHARKANIE; niekwestionowany nr 1. To ma chyba jakieś podłoże kulturowe (nie mylić z „kulturalne”). Miejscowi traktują to tak naturalnie jak stewardessy uśmiech. Nie da się przejść przez miasto nie słysząc tego średnio raz na kwadrans. Trzeba uważać, żeby nie ucierpiało na tym nasze obuwie. Mimo szczerych chęci nie udało mi się przyzwyczaić do tego zjawiska.

2. RUCH DROGOWY; Właściwie można powiedzieć, że to jeden wielki absurd. Podstawowa zasada – brak zasad. Choć podejrzewam, że w takich krajach jak Indie wygląda to jeszcze bardziej ekstremalnie, to i tak w chińskim wydaniu jest to ciekawa sprawa. Każdy jeździ jak chce i nikt – powtarzam NIKT – nie puści pieszego na pasach, nawet kiedy ten jest już na środku jezdni i…  ma zielone światło. Trzeba cierpliwie czekać i lawirować między okrążającymi nas samochodami. Zdarza się jazda pod prąd, ale nikogo to specjalnie nie dziwi, o migaczach mało kto słyszał. Wszystko okraszone jest symfonią klaksonów, które używane są przy każdej możliwej okazji, ba! nawet (albo zazwyczaj) bez okazji. Trąbić jest fajnie. Trąbi każdy. I na każdego. Generalnie po to, aby zaznaczyć swoją obecność na drodze: wyjeżdżam z ulicy podporządkowanej – biiiiip! – jadę koło ciebie – biiiiip! – mam cię po swojej lewej – biiiiip! – przeszkadzasz mi – biiiiip! – ….itd. Powodów jest bez liku, zawsze znajdzie się jakiś, który uzasadni użycie klaksonu. A właśnie, żeby było wygodniej i szybciej, klakson uruchamia się w większości aut nie poprzez uderzenie w środek kierownicy, ale przy użyciu małej wajchy znajdującej się dokładnie pod palcem prowadzącego, kiedy trzyma dłonie na kierownicy. Taka drobna rzecz, a jak ułatwia poruszanie się po drogach!

Poza tymi, co już jeżdżą, jest jeszcze cała rzesza tych, którzy do tego dążą, a w Chinach nie jest to taka prosta sprawa. Jako, że przemysł motoryzacyjny bardzo szybko się rozrasta i samochodów, zwłaszcza w dużych miastach, przybywa w zawrotnym tempie, trzeba ten proces jakoś ograniczać. Poza oczywistym zdaniem egzaminu na prawo jazdy* (które jest obowiązkowe również dla obcokrajowców planujących jeździć autem po Chinach) trzeba przejść przez proces losowania rejestracji. Można mieć auto, można mieć prawo jazdy, ale nadal nie można jeździć, dopóki nie dostanie się numeru rejestracyjnego, a to trwa miesiącami. Zgłasza się swoją kandydaturę, ale nie ma gwarancji, że zostanie rozpatrzona pozytywnie. To skutecznie zniechęca wielu. Dodatkowym pomysłem na zmniejszenie ilości aut na ulicach miast np. Pekinu jest zakaz jazdy w jeden dzień tygodnia, ustalony indywidualnie dla każdego samochodu. Tak więc każdy kto ma auto, wie, że np. we wtorki nie może go używać.

3. TŁUMACZENIA POTRAW; to nie zdarza się wszędzie, ale miałam okazję trafić do miejsca, które osobiście uznałam za Mekkę najzabawniejszych nazw posiłków. O co chodzi? O angielskie wersje chińskich nazw dań. Miejsce, o którym myślę to Pingyao – urocze miasteczko ze starożytnym centrum, oferujące przyjezdnym zabytkową architekturę oraz dania różnej maści. W tym oto mieście, właściciele większości knajpek postanowili chyba solidarnie zawrzeć jakiś układ, co by w podobny sposób tłumaczyć potrawy ze swojego menu. Jak to robią – nie wiem, ale mam podejrzenia, że może się to sprowadzać do wrzucenia ich “krzaczków” do programu typu Google Translate, a co z tego wychodzi to już istna rozkosz dla oka. Myślę, że przekładanie tego na polski jest już zbędne. Poniżej zdjęcia moich ulubionych przykładów.

4. SKANOWANIE BAGAŻU: czynność zdecydowanie nadużywana w tym kraju. Prześwietlanie bagażu następuje przy wejściu do wszystkich newralgicznych miejsc: przy każdej stacji metra, przy dworcach, przy wejściach do atrakcji turystycznych na czele z Placem Tiananmen i Wioską Olimpijską w Pekinie. O lotniskach nie muszę już chyba wspominać, bo to się rozumie samo przez się, ale tutaj z kolei ta czynność jest zwielokrotniona. Z jednej strony taka polityka jest zrozumiała, zdarzają przecież bomby w metrze, ale odnoszę wrażenie, że jest jeszcze jeden powód takiego działania: bardziej zaawansowane kontrole to równocześnie dodatkowe miejsca pracy. W każdym metrze napotkamy co najmniej kilkoro mundurowych; jeden skanuje, drugi kieruje ruchem, trzeci sprzedaje bilety (chociaż są automaty, w kasie i tak zawsze ktoś siedzi), czwarty po prostu stoi i obserwuje…

5. TŁOK: Chińczycy uwielbiają się tłoczyć. Rzekomo jest to kwestia zwyczajowa. Próbował mnie w tej materii oświecić pewien poznany w pociągu młodzieniec. Ponoć Chińczycy na swój sposób lubią tłum, chętnie zbierają się w większe grupy, lubią przychodzić wcześniej na dworce i czekać wspólnie, w myśl prostej zasady, że gdzie jest tłum, tam musi być fajnie, bo coś się dzieje. Nie wiem, czy to dotyczy wszystkich Chińczyków, ja miałam okazję poobserwować tylko tych z północy, a wśród nich ta zasada się sprawdza. W kupie raźniej!

6. BRZUCHY NA WIERZCHU: Nie udało mi się nikogo o to zapytać, a żałuję, bo jest to zjawisko często spotykane na ulicach. Oto idzie sobie mężczyzna (bo sprawa dotyczy tylko panów) i z jakiegoś powodu ma koszulkę podniesioną tak, żeby pokazać swój okazały, a jakże, brzuch. Kiedy zobaczyłam to po raz pierwszy myślałam, że to przypadek, ot tak, pan się na chwilę ochładza, bo w rzeczy samej gorąco było. Jednak z czasem zaczęłam widywać coraz więcej mężczyzn pokazujących swoje ciało w ten sposób. Czy to szli sami, czy z rodzinami, czy gadali właśnie z kolegami – koszulki w górę! Może to i było dla ochłody, ale nie mogłam się oprzeć skojarzeniu, które nasuwało mi się automatycznie, zwłaszcza po zaliczonych już wizytach w niejednej świątyni: Budda.

7. PASZPORT: Obcokrajowcu! Paszport twoją bronią, noś go zawsze przy sobie, bo często ci się przyda. Poza sytuacjami, w których jego użycie jest oczywiste (lotniska, hostele), jest też konieczny np. przy wymianie pieniędzy w kantorze, albo kupnie biletu na pociąg. Bez paszportu niewiele uda się załatwić.

* A propos chińskiego prawa jazdy. Egzamin teoretyczny niewątpliwie zasługuje na uwagę. Jeżeli ktoś jest tym bardziej zainteresowany odsyłam do książki Petera Hesslera pt. “Przez drogi i bezdroża”. Opisuje on tam swoją podróż po Chinach, którą odbył ponad dziesięć lat temu, korzystając z aut z tamtejszych wypożyczalni. Raz po raz wplata w swoje opowieści pytania testowe z egzaminu na prawo jazdy, co ukwieca jego książkę i przy okazji bawi czytelnika. Ot taki przykład:
Jeżeli inny kierowca zapyta o drogę, należy:
a) cierpliwie udzielić dokładnych wskazówek
b) nie udzielać odpowiedzi
c) wskazać niewłaściwą drogę

 

EN/

The Magnificent Seven
– a subjective list of my favourite Chinese absurds

1. SPITTING AND HAWKING: that must have some cultural (not to confuse it with cultured) background. Locals treat it as naturally as a smile. It’s impossible to walk through the city without hearing it once in a while (with a while lasting some 15 minutes). You have to be careful about your shoes though. Despite my true willingness to get used to this thing, I failed.

2. TRAFFIC: Actually you could call it one great absurd. The major rule – no rules. I assume it doesn’t look as extreme as traffic in India, still It’s an interesting issue. People drive the way the want to and nobody, no really, NOBODY, stops to let the pedestrians cross the street, even if the green light is on and they’re at the zebra. You’ve got to be patient and carefully manoeuvre between the cars surrounding you. You often come across people driving upstream, but nobody seems to be surprised with that. Hardly anyone uses the indicators and all that is spiced up by a symphony of horns, which are in use 24/7 on any possible occasion, or even without it. It’s cool to beep the horn. Everybody beeps and at everybody. The main reason is to emphasise your presence on the road: I’m coiming out of a minor road – beep! – I’m right next to you – beep! – I’ve got you on my left  – beep! – get out of my way – beep! -… etc. There are plenty of reasons to justify the use of a horn. And by the way, to make things easier you don’t beep by pressing the middle part of your steering wheel, but by using a little lever placed exactly under you finger when you’re holding your hands on the wheel. Such a small invention and makes driving so much cooler!

Apart from the ones who already drive, there are many who aim for it and in China it’s a rather difficult thing. Since the automotive industry grows incredibly fast and the amount of cars, especially in large cities, increases rapidly this process has to be limited somehow. Apart from the obvious passing the driving licence test* (which is obligatory also for foreigners willing to drive in China) one must go through the process of drawing for the registration. You may have a car and a driving licence but you’re still not able to drive as long as you don’t get the registration number and that can last for months or even years. You apply for it but have no guarantee your application will be approved. It can easily discourage many people. Another idea to limit the amount of cars in the cities (e.g. Beijing) is the prohibition of driving on a particular day of the week, which is assigned individually for each car. So, anyone owing a car knows that for instance on Tuesdays, they’re not allowed to use it.

3. MEALS TRANSLATIONS: it doesn’t happen everywhere, but I was lucky enough to be in a place which I personally consider the Mecca of the most amusing meal names. What’s all the fuss about? About English versions of Chinese names. The place I’m thinking of is called Pingyao and it’s a town with a cute ancient center presenting marvellous architecture and various meals. In this town, I got the feeling most bar owners decided to unite and sign an agreement on how they should all translate their menus. How do they do it? – I don’t know, but it looks as if they just put their Chinese symbols into Google translate or something like that and what they get back is pure delight for the eye. Have a look at the pictures above to see my favourite ones.

4. LUGGAGE SCANNING: an activity, which is definitely abused in this country. Scanning your luggage takes place at the entrance to all crucial spots: at each subway station, at train stations and all the tourist attractions including the Tiananmen Square or the Olympic Village in Beijing. Not to mention the airports, where this habbit is multiplied. On the one hand this policy is understandable due to bomb accidents which may occur any time and any place, but on the other hand I suppose there’s one more reason to do it; the expanded control means more jobs for people. You can see at least a few officers at every subway station; one of them is scanning, the other one showing commuters the right way, the third one selling tickets (there’s always someone doing it even though there are ticket machines everywhere), the fourth one is just standing there and observing…

5. CROWD: The Chinese love to crowd. Apparently it’s a custom. One young man, whom I met on the train, tried to explain to me how it works. From all acounts the Chinese like to be in the crowd, eagerly gather in groups, enjoy coming early to train stations just to wait there all together, according to the rule that where there is a crowd there must be something interesting going on. I don’t know if that refers to all the Chinese, I could only observe the ones from the north and the rule applies to them perfectly. The more, the merrier!

6. BELLIES SHOW: I didn’t get the chance to ask anyone about it and I regret it since this phenomenon is a very common one in the streets. You see a man walking (it refers to men only) and for some reason he’s having his t-shirt pulled up so that everyone can see his impressive belly. The first time I saw it I thought it was a one time accident and the man is simply chilling himself as it was hot indeed. However, time was passing by and I would see more and more of the men showing their bodies like that. No matter if they were alone, walking with their families or talking to friends – shirts up! It might have been a way to cool their bodies, and yet I couldn’t resist one association coming to my head automatically: the Buddha.

7. PASSPORT. Foreigner! Your passport is your weapon, keep it with you at all times, as it may come in handy very often. Apart from all the situations where its use is obvious (airports, hostels etc) it is also necessary at any exchange office or while buying a train ticket. You won’t do much in China without this document.

* Speaking of chinese driving license. The theoretical exam is worth getting a closer look.  To anyone who is interested I recommend Peter Hessler’s book “Country driving: a journey through China from Farm to Factory”. The author reveals the secrets of his own journey through China, done over ten years ago with rented cars. Writing about his adventures he often goes back to the questions from the driving license test, which indeed is very amusing and makes the whole book much more colorful. One example:
If another driver asks you about the right way, you should:
a) patiently give them precise directions
b) not give any answer
c) show them the wrong way

 


Share

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *