Navigation Menu+

Second-hand stories

Posted on 22.11.2014 by

PL/

Zasłyszane

Pewnego dnia pewna Angielka, zapoznana w jedynym hostelu, jaki można znaleźć w mieście Datong, opowiedziała mi swoją przygodę. A ponieważ bardzo mi się ona spodobała, bo stanowi kwintesencję nieporozumień międzykulturowych, postanowiłam ją w tym miejscu przytoczyć. Na marginesie dodam, że Shelly (bo tak miała na imię Angielka) niedługo po wizycie w mieście, w którym się spotkałyśmy, wybierała się do… Korei Północnej! Wszystkich zafrapowanych losem dziewczyny dodam, że wróciła do domu cała i zdrowa.

A wracając do sedna sprawy. Otóż pewnego dnia, w pewnym chińskim mieście, Shelly postanowiła dojechać w pewne miejsce lokalnym autobusem. Miała bilet. Przekonana o tym, że wsiada do trójki nieopatrznie wsiadła do trzynastki. Pokazuje swój bilet pani-kierowcy. Ta po swojemu daje jej znać, że to nie ten autobus i że źle wsiadła. OK – myśli Shelly – w takim razie wysiadam. Zwraca się do wyjścia i w chwili kiedy jej stopa wisi już ponad jezdnią, w nadziei, że zaraz stanie poza pojazdem, dziewczyna czuje jak ktoś chwyta ją za ramiona i nie pozwala wysiąść, krzycząc przy tym w niebogłosy. Chwilę potem wszyscy pasażerowie autobusu zaczynają do niej, na nią lub tak po prostu, krzyczeć. Drzwi się zamykają. Zdziwiona tak nagłym przebiegiem akcji Shelly myśli – OK, wysiądę na następnym.

Otóż nie wysiądzie. Kiedy próbuje opuścić autobus na następnym przystanku sytuacja się powtarza; pani-kierowca wciąga ją do środka i nie daje wyjść. To już podejrzane. Shelly coraz bardziej zaczyna wpadać w panikę; wie, że źle wsiadła, jedzie w niewłaściwym kierunku, na dodatek nie pozwalają jej wyjść, żeby mogła naprawić swój błąd. Otoczona liczną grupą Chińczyków, mówiących coś do niej w swoim narzeczu, poddaje się. Dojeżdża wraz z resztą do końca trasy, gdzieś na skraju miasta. Pani-kierowca cały czas obstaje przy swoim. Teraz zostały już w całym autobusie tylko we dwie. Po dłuższej chwili ruszają z powrotem w stronę miasta. Jednak tym razem inną trasą. Po drodze nie biorą żadnych pasażerów. Shelly i Chinka, zdane tylko na siebie nawzajem, choć raczej ta pierwsza zdana na tą drugą. Jedna wie wszystko, druga nie wie nic. W głowie zagubionej (dosłownie i w przenośni) dziewczyny kłębią się już mroczne teorie o jej uprowadzeniu przez miejscową psychopatkę z prawem jazdy kategorii D, żerującą na bezbronnych obcokrajowcach. Ci wszyscy ludzie z autobusu na pewno byli podstawieni! Przecież widziała i czuła wyraźnie jak pomagali złej kobiecie i nie dopuszczali jej samej do drzwi. Teraz pewnie, pozbywszy się świadków, wiezie ją do swojej nory na drugim końcu miasta. Przez radio ogłosiła oficjalnie przerwę i zniknęła z radarów. Nawet gdyby ktoś chciał teraz szukać Shelly w tym dwumilionowym mieście, to nie wiedziałby gdzie zacząć. Piwnica psychopatki z pewnością wypełniona jest po brzegi pamiątkami po poprzednich zagubionych. A zgubić się w Chinach dość łatwo. Więc może piwnice były dwie, albo nawet trzy? Przez lata pracy w miejskiej komunikacji musiała zarzucić sidła na wiele ofiar. Niczym pająki w jej własnych ciemnych i wilgotnych piwnicach, przenikniętych zapachem stęchlizny i kurzu. To wprost wymarzone miejsce do praktykowania na ludziach zakazanych form medycyny chińskiej.

Kiedy tak Shelly roztaczała wizję swojego rychłego i niezbyt przyjemnego końca, okazało się, że pani-kierowca zmieniła kurs tylko po to, żeby zawieść nieszczęsną turystkę na dworzec i wsadzić ją do właściwego autobusu. Kiedy były już na dworcu kobieta chwyciła Shelly pod rękę i krzycząc coś na boki zaprowadziła ją tam, gdzie trzeba. Co dokładnie wykrzykiwała po drodze? Tego można się jedynie domyślać, ale prawdopodobnie coś w stylu: “Przepuśćcie mnie! Mam tu kolejną białaskę, która się zgubiła!”. Tak oto zbłąkana Shelly, po długotrwałych perturbacjach dotarła tam, gdzie chciała.

Koniec końców pani z autobusu okazała się bardzo pomocna. I chwała jej za to. Szkoda tylko, że Shelly jej nie rozumiała, bo niewątpliwie przeżyła chwilę (nawet niejedną) grozy. Ale teraz przynajmniej ma o czym wnukom opowiadać.

 

EN/
Second-hand stories

An English girl, whom I met in one hostel in Datong (btw, the only hostel you could find in that city) told me once her story. I found it so amusing, as it seems to be the quintessence of intercultural misunderstandings, that I’ve decided to share it with you. Another thing is that Shelly (cause that’s her name) soon after visiting the city, where we met, was going on a trip to… North Korea! To all the concerned readers: she came back home safe and sound.

Back to the point. One day, in one of the Chinese cities, Shelly decided to reach one destination with a city bus. She had a ticket. Being certain she was getting on nr 3, she entered nr 13. She shows her ticket to the lady-driver, who immediately lets her know she got on the wrong bus. OK, thinks Shelly, so I’m getting off. She turns to the door and the very moment her foot is dangling outside hoping to step onto the street, the girl feels somebody hold her back, shouting at the same time incredibly. In a second everybody in the bus starts shouting at her/ to her/ just like that. The door closes. Pretty surprised with this sudden course of action, Shelly thinks: – OK, I’ll get off on the next one. No. She won’t. As soon as she tries to leave the bus on the next stop, the situation repeats; the lady-driver keeps her in and doesn’t let her out. The unintentional citi bus tour goes on. Time is passing by and Shelly starts to panic; she knows she’s on the wrong bus, going in the wrong direction and what’s more, they don’t let her get off and patch things up. Surrounded by a group of Chinese talking to her in their own language, she’s giving up and continues the ride until some point at the suburbs of the city – the final stop. Now the driver and herself are the only people on the bus. Waiting for god knows what, not moving anywhere. A long while later they’re heading back to the city, but taking a different route this time. Mysteriously, they’re not taking any passengers on the way. Seems like a phantom bus going through the town.
Shelly and the Chinese, relying only on one another, or actually Shelly relying on the Chinese. One of them knows everything, the other one knows nothing. Thousands of thoughts in the lost girl’s mind start to pile up and create a gloomy story of her abduction by the local psychopath battening on foreigners. All those people on the bus must have been collaborating with the evil woman! After all they didn’t let her get off. And now, having got rid of the witnesses the woman is surely taking her straight to her den at the other end of the city. She announced a break through the radio and has vanished from the ether. Even if there was someone trying to find Shelly in this 2-million city right now, they wouldn’t know where to start. The psychopath’s cellar is probably filled with souvenirs left by the previous lost ones. And it’s really easy to get lost in China. So maybe there were two cellars? Or even three? Over the years of working in city transport, the woman must have snared many victims. Just like the spiders in her own dark cellars, smelling of must and dust. That sounds like a perfect place for practising the forbidden forms of Chinese medicine.
Meanwhile, as Shelly was still pondering on her soon and unpleasant end, it turned out, the lady had changed the route only to give Shelly a lift to the bus station and help her get on the right vehicle. While at the station, the Chinese held Shelly’s hand and led her where she was supposed to get to; of course shouting something simultaneously to other people gathered around. You can only guess what she was actually saying, probably something like: “Hey guys, let me through, I found another white one who got lost”.

So there, poor Shelly, after so much ado, finally managed to get where she intended to.

Eventually, the lady from the bus turned out to be incredibly helpful. Too bad Shelly couldn’t understand her before, cause no doubt she felt awe-stuck on that bus that day. But hey, every cloud has a silver lining, now at least she has one more story to tell!

All the best to you Shelly! Thank you for sharing this story with me.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *